Der Weg Einer Freiheit: „Zabawa klockami LEGO” #wywiad

Der Weg Einer Freiheit to niemiecka grupa grająca melodyjny black metal, która z albumu na album zdobywa coraz większą popularność. Z liderem zespołu, Nikitą Kampradem, porozmawialiśmy o nowym albumie „Innern”, śpiewaniu w języku niemieckim, pierwszej wizycie w USA i marzeniach związanych z karierą.

Moje pierwsze pytanie dotyczy nazwy waszego zespołu. W wolnym tłumaczeniu oznacza ona „Drogę Wolności”. Czym jest dla ciebie wolność?

Nikita: Myślę, że nazwa zespołu – a właściwie sam moment jego powstania – wiąże się z etapem, przez który chyba każdy z nas w pewnym momencie przechodzi: okres dorastania, szkoła, jej ukończenie, a potem – mówiąc bardzo ogólnie – brak pomysłu na to, co dalej zrobić ze swoim życiem. Muzyka zawsze odgrywała w moim życiu ogromną rolę. Zaczęło się od słuchania płyt, które podsuwał mi ojciec – na przykład nagrań Deep Purple czy muzyki elektronicznej, choćby twórczości Jeana-Michela Jarre’a, pioniera tego gatunku. Od zawsze interesowałem się muzyką; jako dziecko chodziłem nawet na lekcje gry na pianinie. Jako nastolatek zapragnąłem grać rocka, bo zawsze pociągały mnie głośniejsze, cięższe brzmienia. Wspomniałem o Deep Purple, ale słuchałem też zespołów nu-metalowych, takich jak System of a Down czy Limp Bizkit. Black metal pojawił się później. Był taki moment – ​​tuż po zakończeniu szkoły – kiedy poczułem, że chcę robić coś znaczącego; nie wyobrażałem sobie pracy w biurze czy czegoś w tym stylu. Oczywiście, dla niektórych praca w biurze może być czymś wartościowym – to jak najbardziej zrozumiałe – ale we mnie było tyle pokładów kreatywności, że postanowiłem zająć się muzyką. Właśnie dlatego zacząłem pisać pierwsze utwory. Był też inny powód: niektóre z moich ulubionych zespołów blackmetalowych z tamtego okresu przestały istnieć. Ich muzyka była dla mnie tak ważna, że ​​chciałem w jakiś sposób oddać jej hołd – stworzyć coś własnego w tym konkretnym stylu, czyli melodyjnym niemieckim black metalu. Jednym z takich zespołów był na przykład Nagelfahr – grupa dla mnie niezwykle istotna. No i cóż, kiedy miałem już gotowe te siedem utworów na pierwszy album, musiałem oczywiście pomyśleć o tytule. Była to kwintesencja tego, co te piosenki dla mnie znaczyły – czym była dla mnie ta podróż: odnajdywanie własnego sposobu na wyrażenie siebie poprzez muzykę, osiągnięcie pewnego rodzaju wolności i nadanie życiu sensu. Na tym właśnie polega główna idea – to droga ku wolności. Gdy spojrzy się na to w ten sposób, wszystko staje się bardzo proste. Dla mnie ta myśl pozostaje aktualna do dziś.

Powiedz mi, kto był pierwszym wykonawcą blackmetalowym, z jakim się zetknąłeś? Czy był to niemiecki zespół Nagelfahr, czy może ktoś inny?

Nikita: Wydaje mi się, że pierwszym prawdziwym zespołem blackmetalowym był Emperor Natrafiłem na niego na zewnętrznym dysku twardym, który dostałem od kolegi ze szkoły. W tamtych czasach wymienialiśmy się dyskami albo płytami CD z plikami MP3. Nie wiem, skąd on to wszystko miał, ale na dysku była masa skandynawskich kapel – na przykład Emperor, Dissection czy Old Man’s Child. Chyba to właśnie Emperor był pierwszy. Album „Anthems to the Welkin at Dusk” od razu przykuł moją uwagę.

Promujecie obecnie swój najnowszy album „Innern”. Jaka jest koncepcja stojąca za tym wydawnictwem? Kiedy słucham tego materiału i czytam teksty utworów, odnoszę wrażenie – oczywiście subiektywne – że poruszają one kwestię kondycji człowieka we współczesnym świecie. Czy mógłbyś opowiedzieć o tym nieco więcej?

Nikita: Jasne, ale chciałbym cię o coś teraz zapytać: Czy tłumaczyłeś teksty na język polski?

Nie. Tłumaczyłem na angielski. Nie znam prawie wcale niemieckiego.

Nikita: Rozumiem. Masz jednak całkowitą rację i dobrze wyczułeś sedno sprawy. Powiedzmy, że w ciągu ostatnich pięciu lat nasilił się swoisty atak na naszą uwagę – jako ludzi. Żyjemy z szeroko otwartymi oczami, uszami i zmysłami, chłonąc wszystkie docierające do nas informacje. Przez to małe urządzenie, które nosimy przy sobie, oraz przez internet i wszystko, co się z nim wiąże, nasze zmysły są przeciążone ogromną ilością treści, o których wcale nie musimy wiedzieć i którymi wcale nie musimy się zajmować. Wiele z nich to rzeczy skrajnie negatywne, które przykuwają naszą uwagę właśnie dlatego, że są negatywne. Weźmy na przykład polityka A ​​czy B, który powiedział coś złego, albo inne wydarzenia na świecie – wojny i tym podobne. W przypadku „Inern” chciałem znaleźć sposób – przede wszystkim dla samego siebie – by od tego uciec i na nowo odkryć w swoim wnętrzu to, co naprawdę istotne: własne wartości, to, co jest dla mnie ważne i co mi służy. Zrozumiałem, że dla mnie osobiście skutecznym sposobem na ponowne nawiązanie kontaktu z samym sobą jest czasowe odcięcie się od świata zewnętrznego i powrót do stanu przypominającego dzieciństwo – zabawa klockami LEGO, tworzenie muzyki, czy po prostu zabawa jako taka. Powrót do swojego wewnętrznego dziecka pozwala znów poczuć więź z samym sobą. Praca nad tym albumem przywróciła mnie do stanu przypominającego swobodną zabawę. Proces tworzenia materiału zamknął się w bardzo skondensowanych, wysoce skoncentrowanych ramach czasowych; dużo eksperymentowałem, grałem na gitarze i syntezatorach, czasem po prostu tworzyłem zupełnie przypadkowe rzeczy – i tak powstał ten album, który przez wielu uważany jest za najlepszy w naszym dotychczasowym dorobku. Jestem niezwykle zadowolony z takiego podejścia.

Kolejne pytanie dotyczy tekstów – zarówno na tym, jak i na poprzednich albumach. Piszesz je zazwyczaj po niemiecku. Dlaczego wybierasz swój język ojczysty, a nie znacznie bardziej powszechny angielski?

Nikita: Cóż, jak już wspominałem, zespoły takie jak Nagelfar czy Nocturne Obdukta – również z Niemiec – wywarły ogromny wpływ na mój wczesny proces twórczy. Wszystkie te grupy były niemieckie i tworzyły teksty w języku niemieckim, więc dla mnie było to po prostu naturalne. Poza tym, mój angielski nie był wówczas na tak dobrym poziomie, jak obecnie. Dla mnie śpiewanie po niemiecku było czymś naturalnym – to był najbardziej bezpośredni sposób na przekazanie moich przemyśleń, oczywiście poprzez teksty utworów. Dopiero w 2021 roku, przy okazji wydania albumu „Nocturne”, pojawiły się dwa utwory po angielsku. Chciałem po prostu sprawdzić, jak to jest śpiewać i pisać w tym języku, a także zobaczyć, jak zareagują słuchacze. Z jednej strony, wielu fanów ceni nas właśnie za niemieckie teksty, ale z drugiej – niektórzy czują pewien niedosyt, bo nie rozumieją języka i nie wiedzą, o czym właściwie śpiewamy.

Kolejne pytanie będzie nieco inne. W wywiadach muzyków często pyta się o ich ulubione zespoły. Wspominałeś już o Nagelfart, Emperor czy klasycznym hard rocku, jak Deep Purple. A za którymi zespołami metalowymi nie przepadasz?

Nikita: (śmiech) Może narobię sobie tym wrogów, ale nie jestem wielkim fanem Metalliki. Nigdy tak naprawdę ich nie słuchałem. Oczywiście doceniam ich dorobek, to, co zbudowali i jaki wkład wnieśli w światową scenę metalową. W zasadzie każdy jest fanem Metalliki. Znam oczywiście kilka ich utworów – zdarzało mi się nawet słyszeć „Nothing Else Matters” w radiu z muzyką pop, co bywa dla mnie dość zaskakujące, ale mimo wszystko nie jestem ich fanem.

W zespole zajmujesz się praktycznie wszystkim – od kompozycji, przez aranżacje, teksty, nagrywanie aż po produkcję. Czy jesteś osobą, która musi mieć wszystko pod kontrolą?

Nikita: Niektórzy z pewnością mogliby tak o mnie powiedzieć. Nawet członkowie mojego zespołu mogliby to przyznać, choć zrobiliby to z przymrużeniem oka, bo znają mnie osobiście. Wiesz, w życiu zawsze szukam pewnego rodzaju pewności i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego rutyna odgrywa w moim życiu ogromną rolę. Pewne rzeczy muszą dziać się dokładnie tak, jak je zaplanowałem – tylko wtedy czuję się bezpiecznie i dobrze. Jeśli coś idzie nie po mojej myśli, zaczynam odczuwać niepokój. Z natury każdy z nas w jakiś sposób dąży do poczucia bezpieczeństwa. Być może właśnie dlatego od samego początku starałem się – nazwijmy to – kontrolować wszystko. Chciałem mieć pewność, że każdy aspekt mojej muzyki, teksty i cała reszta, przebiegają zgodnie z planem. Jednak przy albumie „Finisterre” z 2017 roku dotarłem do ślepej uliczki. Nagrywałem perkusję z Tobiasem, ale wszystkie partie gitar, basu i wokale zarejestrowałem samodzielnie, zająłem się też miksem i masteringiem. Był to ogromny wysiłek; spędziłem w studiu sześć tygodni, dzień po dniu, pracując w pojedynkę. Pod koniec byłem całkowicie wypalony i czułem, że utknąłem w martwym punkcie. Musiałem coś zmienić w tym procesie. I tak przy kolejnym albumie, „Nocturne”, zaprosiłem do współpracy członków zespołu. Każdy z nich mógł zagrać na swoim instrumencie – co w sumie wydaje się oczywiste – a produkcję powierzyliśmy zewnętrznemu producentowi. Właśnie w ten sposób nagraliśmy „Nocturne”. Efekt był niezwykle odświeżający; muzyka weszła na zupełnie nowy poziom. To był pierwszy krok. Potem znów postawiłem na Inerna, choć wynikało to właściwie z powodów finansowych. Poza tym, ze względów logistycznych, nagranie kolejnego albumu z zewnętrznym producentem w zewnętrznym studiu nie wchodziło w grę. Wiadomo, to kosztuje mnóstwo pieniędzy. Pomyślałem więc: a może by tak wydłużyć cały proces produkcji? Zamiast zamykać się w studiu na trzy tygodnie i próbować w tym czasie wszystko załatwić, rozciągnąłem prace na około rok i zrealizowałem je u siebie – w studiu, za które nie muszę płacić czynszu.

Powiedz mi, czy zdarza ci się robić przerwy od muzyki lub innych działań artystycznych?

Nikita: Tak, to bardzo ważne. Mam taką osobistą zasadę: nie pracuję w weekendy. Zawsze staram się mieć wtedy wolne. Oczywiście, kiedy jestem w trasie koncertowej, nie jest to możliwe. Jednak na co dzień wyznaczam sobie konkretne ramy czasowe na pracę w studiu – tworzenie, udzielanie wywiadów czy zajmowanie się muzyką. Dzięki temu mam wystarczająco dużo czasu – wieczorami czy rano – by po prostu być zwykłym człowiekiem. Kiedy wchodzę do studia, staję się Nikitą Kampradem z zespołu, muzykiem i producentem. Ale nie mieszkam w tym pomieszczeniu; to oddzielne miejsce. Znajduje się 15 minut jazdy rowerem od mojego domu. Mogę więc zamknąć drzwi, wrócić do mieszkania, całkowicie się „wyłączyć” i zapomnieć o pracy. W ten sposób oddzielam życie zawodowe od prywatnego.

Jedno z moich ostatnich pytań dotyczy bardzo ważnego występu, który odbył się w tym roku – zagraliście na Maryland Deaf Fest w Stanach Zjednoczonych. To był wasz pierwszy raz w USA. Jak wspominasz tę wyprawę do Ameryki Północnej?

Nikita: Muszę przyznać, że był to jeden z moich pięciu najlepszych występów, szczerze mówiąc. W sali panowała energia, jakiej dawno nie doświadczyliśmy. Być może wynikała ona z nas samych – w końcu bardzo ciężko na to pracowaliśmy i długo czekaliśmy, żeby do tego doszło. Ale była też energia płynąca od publiczności – oni również długo czekali na to wydarzenie, więc chłonęli ją i oddawali z powrotem. Cała sala była jak jedna wielka kula energii. Bardzo mi się to podobało. To był znakomity występ. Zarówno z naszej strony, jak i ze strony organizatorów Maryland Deaf Fest, wymagało to ogromnego wysiłku – również finansowego – aby w ogóle doprowadzić do tego koncertu. Wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy, ale dla zespołów spoza USA koncertowanie czy nawet pojedyncze występy w Stanach Zjednoczonych są bardzo trudne. Trzeba ubiegać się o wizę artystyczną, co jest procesem długotrwałym, wyczerpującym i bardzo kosztownym. Dlatego chcieliśmy mieć pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Nie chcieliśmy ryzykować sytuacji, w której po dotarciu do granicy odmówiono by nam wjazdu. A to oznaczało mnóstwo przygotowań. Wszystko jednak się opłaciło. Jak już wspomniałem, sam występ był niesamowity – było warto włożyć w to tyle pracy i pieniędzy.

Czy w takim razie planujecie w przyszłości zagrać więcej koncertów w USA?

Nikita: Cóż, pełna trasa koncertowa byłaby czymś, o czym marzymy. Jednak koszty stale rosną – nie wspominając już o samych przelotach. Do tego dochodzą wspomniane wizy artystyczne, które są tak drogie, że nawet przy pełnej, miesięcznej trasie po całych Stanach – z codziennymi koncertami i sprzedażą gadżetów – jest to dla nas ogromna inwestycja. Dlatego musi nadarzyć się naprawdę idealna okazja, żebyśmy mogli się na to zdecydować. Trzeba to zrobić dobrze. Nie możemy pozwolić sobie na stratę rzędu 10 000 euro na trasie koncertowej. Dlatego być może powinniśmy nadal skupiać się na Europie – na rynkach, na których radzimy sobie dobrze. Z drugiej strony, jako zespół, zawsze chce się odkrywać nowe kraje i terytoria. Na przykład Ameryka Łacińska byłaby dla nas świetnym kierunkiem. Podobnie jak Azja, Japonia czy Australia. Jest to jednak coraz trudniejsze dla – w cudzysłowie – „małych” zespołów, a na takich rynkach wciąż jesteśmy właśnie małym zespołem. Dopiero gdy zaczynasz przyciągać tysiące ludzi w danym regionie, przedsięwzięcie zaczyna być opłacalne finansowo. Jeśli natomiast – dajmy na to w USA – na koncert przychodzi 200 osób, nie da się zarobić wystarczająco dużo, by pokryć koszty. Taka jest niestety smutna rzeczywistość, w której żyjemy. Mimo to staramy się, żeby wszystko jakoś wypaliło.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz


RockMetal F***T

Glany damskie i męskie

RockMetalNews TV

Jesteśmy blisko zespołów, koncertów i ludzi związanych z muzyką, by dostarczać Wam najlepsze treści VIDEO

RockMetalNews TV to ogólny dział, w którym przekrojowo prezentujemy nasze realizacje video z różnych serii. Znajdziecie tu zarówno minidokumenty, jak i materiały z serii „#tour report”. W RockMetalNews TV nie brakuje również wywiadów video, w tym wywiadów nagrywanych w siedzibie naszej redakcji w CK Zamek w Poznaniu, a także wywiadów z serii Six Questions Show prowadzonych dla nas przez Filipa i Pawła z zespołu The Sixpounder.

Bohaterami naszych materiałów video są uznane marki, jak Behemoth, Acid Drinkers czy Nocny Kochanek, ale też młodsze kapele, które dopiero budują swoją pozycję na scenie. Równie chętnie pojawiamy się na dużych festiwalach oraz w małych, ciasnych klubach, bez względu na okoliczności zawsze starając się łapać dla Was dobre kadry. Zapraszamy do oglądania nowych i archiwalnych materiałów na podstronie działu RockMetalNews TV.

WYwiady

Sprawdźcie wywiady prosto z naszej redakcji w CK Zamek w Poznaniu

Przeprowadzanie wywiadów z muzykami i ludźmi związanymi z branżą muzyczną to jedna z naszych największych zajawek. Z artystami spotykamy się w naszej nowej redakcji w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, gdzie zorganizowaliśmy własne ministudio i komfortową przestrzeń dla naszych gości. Rozmowy odbywają się w możliwie luźnej, przyjaznej atmosferze.

Oprócz pełnowymiarowych wywiadów przygotowujemy również krótsze materiały lifestyle’owe. Pytamy w nich muzyków i ludzi związanych z branżą muzyczną o ich największe inspiracje, ulubione płyty, najbardziej niezapomniane koncerty i pozamuzyczne zajawki, którymi na co dzień rzadko mogą się pochwalić. Zapraszamy do oglądania naszych wywiadów na podstronie działu z wywiadami.

Artykuły

Szukasz czegoś do poczytania? Nasze autorskie artykuły powinny Cię zainteresować

RockMetalNews to serwis przede wszystkim newsowy, nastawiony na przekazywanie najważniejszych i najciekawszych informacji ze świata rocka/metalu – możliwie szybko, konkretnie i zarazem rzetelnie. Chcemy jednak, by nasi czytelnicy mogli znaleźć tu również  bardziej rozbudowane treści, napisane z pasją i poparte wiedzą oraz researchem. Właśnie po to powstał ten dział.

Dział „Artykuły” to ważna część RockMetalNews.pl. Jeśli interesujesz się muzyką, zwłaszcza tą głośniejszą niż pop, zawsze znajdziesz tu coś do poczytania. Wszystkie artykuły trafiające do tego działu to stuprocentowo autorskie treści, mające odrębną, inspirowaną papierowymi magazynami muzycznymi szatę graficzną. Zapraszamy do lektury nowych i archiwalnych tekstów na podstronie działu z artykułami.

HORRORY

Muzyka nie jest naszą jedyną zajawką. Uwielbiamy też horrory

Odwiedzając nasz portal, z pewnością nie raz natknęliście się na treści związane z horrorami. To nie przypadek, bo oprócz głośnej muzyki kręcą nas też horrory (nawet te slapstickowe!). Poświęciliśmy im osobny dział. Na podstronie „Horrory” prezentujemy najnowsze informacje ze świata filmów grozy, tematyczne zestawienia naszym zdaniem najlepszych horrorów, a także przeróżne ciekawostki. Bez względu na to, czy chcecie poznać najbardziej przerażające nowości, czy po prostu szukacie dobrego filmu na wieczór, podstrona „Horrory” wciągnie Was jak Pennywise do mrocznych kanałów Derry.