Trzecia rocznica śmierci Chrisa Cornella. Wspominamy legendę grunge’u

To już trzy lata, od kiedy nie ma z nami Chrisa Cornella. Nieodżałowany lider Soundgarden to postać, o której cały czas pamiętamy. Wspominamy wielką legendę sceny Seattle w kilku faktach.

Awangadra sceny Seattle

Przełom lat 80. i 90. był przełomowym momentem w historii muzyki. To wtedy narodził się grunge, który odesłał na wcześniejszą emeryturę wiele hardrockowych kapel, w tym kilku glamrockowych przebierańców. Szczególne zasługi dla rozwoju grunge’u miał twórczy ferment sceny Seattle tamtego okresu. To tam narodziły się takie kapele, jak Nirvana, Pearl Jam, Alice In Chains czy dowodzona przez Chrisa Cornella mocna ekipa Soundgarden. Choć za najbardziej przełomowy moment dla sceny grunge’owej uważa się sukces płyty „Nevermind” Nirvany, to właśnie Soundgarden jako pierwsi podpisali kontrakt z dużą wytwórnią, otwierając grunge na mainstream. Co ciekawe, początkowo współpracy z dużą wytwórnią był przeciwny Chris Cornell. Wokalista chciał zachować niezależność, co najlepiej obrazuje jego podejście do tworzenia muzyki – zawsze bezkompromisowe i nieprzejednane.

Największy wokalista rocka

Tym, co wyróżniało Chrisa Cornella, była barwa głosu. Cornell to niedościgniony wzór dla wielu rockowych krzykaczy. Lider Soundgarden w 2013 r. został uznany przez magazyn „Guitar World” za Największego wokalistę rocka. Cornell cieszył się ogromnym uznaniem również wśród ludzi z branży. „Nie chodzi nawet o samą skalę głosu czy jego charakter, ale też o to, w jaki sposób pisał swoje piosenki i jak je wykonywał. Jestem wielkim fanem wszystkiego, czego dokonał” – tak o Cornellu wypowiadał się Scott Stapp, frontman grupy Creed i wielki fan talentu Cornella.

Agent 007 sceny grunge’owej

Lubicie serię filmów o Jamesie Bondzie? Chris Cornell miał wkład w stworzenie soundtracku filmu „Casino Royale”. Muzyk nagrał na jego potrzeby utwór „You Know My Name”, który choć koniec końców nie trafił na album ze ścieżką dźwiękową „Casino Royale”, w filmie pojawia się już na samym początku. Utwór stał się jednym z najlepiej ocenianych utworów nagranych na potrzeby Bonda. Gdy świat obiegła informacja o samobójczej śmierci Cornella, aktor Daniel Craig, odtwórca roli Bonda, zareagował błyskawicznie: „To bardzo smutna wiadomość. Jestem z rodziną Chrisa”.

Od Eddiego Veddera po Władimira Kliczkę

Chris Cornell zawsze był człowiekiem otwartym na współpracę, o czym najlepiej świadczy to, w jak wielu projektach muzycznych się udzielał. Oprócz śpiewania w Soundgarden wokalista działał w jednorazowym projekcie Temple of the Dog, gdzie obok niego śpiewał Eddie Vedder z formacji Pearl Jam, był też frontmanem supergrupy Audioslave stworzonej wraz z członkami Rage Against The Machie. Cornell współpracował również z ludźmi spoza szeroko pojętej sceny rockowej. Na swoim koncie ma m.in. utwór „Part of Me” nagrany z Timbalandem. W zrealizowanym na jego potrzeby klipie pojawia się bokser Władimir Kliczko, bokserski czempion, wieloletni mistrz świata i wielki dominator wagi ciężkiej.

Mistrz coverów

Mając taką skalę głosu, jaką posiadał Chris Cornell, można coverować absolutnie każdego. Choć sam pisał znakomite utwory, Cornell nie bał się mierzyć z cudzym repertuarem, biorąc na warsztat różne klasyki. Z łatwością znajdziecie w sieci jego wersje wielkich przebojów Johna Lennona, Boba Marleya, Prince’a i innych gwiazd. Choć często brał się za bary z utworami-pomnikami, takimi jak „Imagine” czy „Nothing Compares 2”, nigdy nie zaliczył wpadki.

Brad Pitt i film o Chrisie

Ostatni czas to urodzaj na filmy o legendach muzyki. Wśród tego typu produkcji, których możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości, jest dokument o Chrisie Cornellu. Film realizują Vicky Cornell, wdowa po wokaliście, i popularny aktor Brad Pitt. Film pt. „Like A Stone” będzie dokumentem o karierze wokalisty Soundgarden i Audioslave. Kiedy możemy się go spodziewać? Pierwsze informacje o filmie pojawiły się w 2019 r. Od tej pory cisza…

Pomnik w Seattle

W 2018 r. Chris Cornell doczekał się pomnika w rodzinnym Seattle. Wykonana z brązu figura wokalisty Soundgarden i Audioslave w skali 1 do 1 stanęła w miejscowym Muzeum Popkultury. „Nie ma lepszego miejsca, by uczcić jego wkład w historię muzyki, a także znaczenie Seattle dla popkultury” – postawienie pomnika komentowała Vicky Cornell, wdowa po wokaliście Soundgarden. Więcej o pomniku pisaliśmy w artykule: „Chris Cornell doczekał się pomnika w rodzinnym Seattle”.

Dziedzictwo

Dziedzictwo Chrisa Cornella nie ogranicza się wyłącznie do muzyki. Krótko po śmierci wokalista został pośmiertnie uhonorowany nagrodą Kawalera praw człowieka za działalność na rzecz ofiar klęsk humanitarnych oraz utwór „The Promise”. O utworze „The Promise” Chris Cornell mówił: „Dla mnie «The Promise» to oddanie hołdu ofiarom ludobójstwa Ormian, ale też rzucenie światła na współczesne okropieństwa. Te same metody zostały wykorzystane przy zbrodniach dokonanych w Rwandzie, Bośni i Darfurze. Niestety, słowa „nigdy więcej” wydają się tylko słowami, kiedy spojrzymy na wszystkie te masowe egzekucje XX w. lub na wielką falę rasizmu we współczesnym świecie”. „The Promise” to ostatni utwór nagrany przez Cornella.

Dodaj komentarz

ROCKMETALNEWS TV