N3RV: Zależy nam na europejskich scenach #wywiad

Ten projekt to mocne, muzyczne porozumienie ponad podziałami – gatunkowymi, ale i geograficznymi. N3RV narodził się jako jednoosobowe przedsięwzięcie Daniela Wójcika, mieszkającego w Oslo Ślązaka, który w domowym zaciszu realizuje swoje śmiałe, metalowo-elektroniczne wizje. Od niedawna wspiera go ekipa Demo Rescue Team. Z Danielem i Dominikiem Gacką z DRT tuż po ich koncercie w Pradze rozmawiamy o praskich barmankach, Rosjanach, którzy wcale nie są tacy mocni, przyszłości nu metalu, a przede wszystkim o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości projektu N3RV.

I jak – Czesi potrafią się bawić?

Daniel: Nie wiem jak chłopacy, ale ja grałem tam pierwszy raz. Dla mnie totalnie zajebisty kraj. Powiem ci szczerze, że ja najchętniej bym tam wrócił, nawet jutro. Wszystko mi się w Pradze podobało.

Publiczność czy bardziej samo miasto?

Daniel: Publiczność, miasto, barmanki – każda opcja jest tam zajebista.

Dzień wcześniej graliście w Polsce. Jest porównanie?

Daniel: Jasne. Graliśmy w Jeleniej Górze w ramach festiwalu Liga Rocka i też było fajnie.

Dominik: Jeżeli chodzi o Jelenią Górą i ten festiwal, jest tam młoda, punkrockowa publiczność. Zawsze przychodzi razem, przeważnie spóźniona – tym razem wpadli np. w połowie koncertu pierwszej kapeli – ale jak już są, to klub w ciągu 5 min. robi się pełny. Ludzie pod sceną, warunki do grania. Czego chcieć więcej?

Daniel: Dodam, że ten koncert pozytywnie nas nastawił. Jeleniogórska publiczność po raz kolejny pozwoliła nam uwierzyć, że można jeszcze ruszyć ludzi z domu, że są jeszcze ekipy, które przychodzą na koncerty i chcą się na nich dobrze bawić.

Wobec tego brawa dla Jeleniej Góry. Teraz jednak chciałbym dowiedzieć się nieco więcej o Norwegii. Daniel, mieszkasz w Oslo, prawda?

Daniel: Tak, wyemigrowałem. Całe życie mieszkałem na Śląsku, a dokładniej w Katowicach. Przeprowadziłem się do Norwegii, do Oslo. Tam tworzę cały projekt.

To jak to się stało, że N3RV przestał być jednoosobowym przedsięwzięciem, a stał się pełnoprawnym zespołem?

Daniel: W skrócie można powiedzieć, że na jednym z koncertów chłopacy mnie dostrzegli. Ja wcześniej kojarzyłem ich projekt Know, który gdzieś tam w Polsce był dość znany. Nigdy nie zamykałem się na to, żeby wzbogacić N3RV o instrumenty. Tak się jakoś złożyło, że zaczęliśmy razem grać. Już teraz nie powiem ci nawet, jak dokładnie do tego doszło, ale zaczęliśmy robić swoje, zaczęliśmy n*********ć – i tyle.

Dominik, a jak to wygląda z punktu widzenia Demo Rescue Team?

Dominik: Poznałem Daniela podczas jednego z festiwali, które organizowałem. Występował ze swoim poprzednim zespołem. Już wtedy urzekł mnie jego wykon live, bo to jeden z nielicznych wokalistów, jakich znam, którzy na scenie dają radę na sto procent. Bo wiesz, jak jest teraz – niektórzy ładnie brzmią na płytach, ale scena szybko weryfikuje, na ile ktoś rzeczywiście jest dobry, a na ile dobra jest produkcja. Co dalej? Po jakimś czasie usłyszałem solowy projekt Daniela, czyli właśnie N3RV, na żywo. Powiedziałem mu po koncercie: „Super, ale to musi być żywy band”. No i od słowa do słowa zaczęliśmy razem grać. Momentem przełomowym była trasa Musbus. Zaliczyliśmy cztery miasta z zespołami z Rosji i zadziałało.

Zaliczyliście cztery miasta z zespołami z Rosji? Jak wy to przeżyliście? (śmiech)

Dominik: Lepiej ich zapytaj, jak oni przeżyli z nami. Wcale nie tacy twardzi zawodnicy. (śmiech)

To może byli to podrobieni Rosjanie? (śmiech) Tak czy inaczej – światowo rozwija wam się kariera.

Dominik: Staramy się grać w fajnych miejscach, na fajnych wydarzeniach i na fajnych scenach. Po prostu. Mamy już doświadczenie i wiemy, w jakim miejscu chcemy się znaleźć. Mentalnie mamy takie nastawienie. Zależy nam na europejskich scenach, na ciekawych rzeczach, dlatego postawiliśmy na Musbusa.

Mówicie, że zależy wam na europejskich scenach, ale N3RV działa jednak w Polsce. W waszym przypadku naturalnym miejscem byłaby przecież Norwegia. Przynajmniej dla Daniela.

Daniel: Wiesz, jest oczywiście zamiar grania u mnie w Norwegii, są kontakty i da się to zrobić, ale najpierw chcemy podziałać tu. Norwegia to temat otwarty. To, że ja jestem w Norwegii, a chłopacy tu, bo pewnie o to też pytasz, nie ma tu znaczenia. Ten model współpracy jest najbardziej wygodnym układem świata. Oni mają swoje cele do zrealizowania w Polsce, a ja robię tę muzę tam, ale i tak mam czego chcę, bo Demo Rescue Team rozumieją moją wizję, a uwierz mi, że znaleźć ludzi, którzy chcą grać taki nu metal, nie jest łatwo.

Nie dalej jak 2-3 lata temu pewien zespół numetalowy, którego nazwę pominę, żalił mi się, że nu metal jest najbardziej hejtowanym gatunkiem, jaki można obecnie grać.

Dominik: Bo tak było, ale wydaje mi się, że wstrzeliliśmy się w dobry moment. Nu metal wraca do łask, tak jak winyle. Widać to na wielu światowych rynkach muzycznych. Po latach dominacji metalcore’u wszystkie te zespoły, jak Bring Me The Horizon, grają coraz lżej i wracają do takiego stylu, do melodii. Niewykluczone, że uda nam się załapać na tę drugą falę. A że nu metal jest hejtowany czy wyśmiewany, to nie jest żadną tajemnicą. Zawsze był postrzegany jako dziwny, mało metalowy styl. No ale cóż… Jedni wolą blondynki, inni brunetki. My nie będziemy się na to oglądać.

Druga strona medalu jest taka, że u was – w szczególności na płycie „Dark Daze” – wszystko się ze sobą miesza.

Daniel: Raz że jest dużo elektroniki, dwa – nigdy nie ukrywałem, że lubię różne brzmienia. Nawet pop lubię, tak jak w ogóle lubię łączyć style. Czasem pieprzę to, czy coś do siebie pasuje, czy nie. Kieruję się tym, co czuję. Nie ograniczam się, nie oglądam się za siebie, nie słucham żadnych opinii. Wiesz o co chodzi? To, co mam w głowie, przelewam na program muzyczny i tak to działa.

Jeśli chodzi o „Dark Daze”, mam wrażenie, że przelałaś na ten krążek dużo złości i agresji.

Daniel: Cały ten album jest dla mnie o tyle ważny, że pojawił się w wyjątkowym momencie mojego życia. Był to ciężki czas, dużo wzlotów i upadków, w każdej dziedzinie życia. Rzeczywiście, „Dark Daze” to ewidentnie agresywna płyta, ale są na niej też łagodniejsze momenty. Taka mieszanka uczuć. Wiesz, to są emocje i zależy mi, żeby tak to było postrzegane.

Musisz być bardzo emocjonalnym człowiekiem, bo z tego, co się dowiedziałem, już pracujecie nad nowym albumem. Niezłe tempo.

Daniel: Materiał to jest już prawie gotowy. Pozostaje kwestia wokali i wydanie tego. Mamy sporo czasu, żeby wszystko zaplanować, ale już teraz mogę zdradzić, że płyta wyjdzie we wrześniu. Mamy ten komfort, że wiele rzeczy możemy planować z dużym wyprzedzeniem.

To jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Dominik: Szczerze? Mamy wiele planów, również koncertowych, ale tak przede wszystkim to czekamy na odpowiedź od Przystanku Woodstock. To jest nasze marzenie Zrobiliśmy nawet na Eliminacje specjalną, woodstockową edycję „Dark Daze”. Mamy nadzieję, że się uda.

A inne koncertowe plany?

Dominik: Nie mamy możliwości rzucić się w dłuższą trasę, ale będziemy grali w krótkich odcinkach, np. weekendowych. Na pewno zagramy trochę koncertów – i w Polsce, i za granicą. Nie rzucimy ci tu newsa, że będziemy grali trzymiesięczne tournée po Stanach, ale będzie fajnie i konkretnie. Wkrótce damy znać.

Nie zapomnijcie. Powiedzieliście już, co jest waszym marzeniem, na koniec powiedzcie więc, czego mam wam życzyć, żeby się spełniło?

Daniel: Życz nam, żeby się spełniło, po prostu. Nie mamy wielu marzeń. Chcemy po prostu grać dla dużej ilości ludzi, dawać im radość, chcemy, żeby ci ludzie czerpali z tego energię. Granie. Nic więcej. To jest nasze marzenie.

Rozmawiał: Piotr Garbowski

FB N3RV – https://www.facebook.com/N3RVpl

Komentarze

Dodaj komentarz